reklama

środa, 12 października 2011

Przetrwały mimo wszystko - Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy






W niniejszym tekście chciałabym ponownie zaprosić was na wycieczkę na Dolny Śląsk, region bogaty w różnorodne atrakcje turystyczne. Tam też  możemy zwiedzić zabytki z najwyższej półki, wpisane w 2001 r.  na światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO – Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy. Są to budowle bardzo oryginalne, a ich historia wprost niesamowita.
Po zakończeniu wojny trzydziestoletniej cesarz Ferdynand II zmuszony był wydać zezwolenie na budowę kościołów luterańskich w Jaworze, Świdnicy i Głogowie. Nie mogąc odmówić swoją zgodę obwarował szeregiem ograniczeń licząc, że budowa  nie będzie zrealizowana. Kościoły mogły być zbudowane tylko z materiałów nietrwałych (czyli drewno, glina, słoma), bez użycia gwoździ, położone poza miastem (ale w zasięgu kul armatnich), bez dzwonów ani wież kościelnych – nie mogły wyglądać jak świątynia, wybudowane z własnych środków i to w ciągu jednego roku (za: www.dziedzictwo.polska.pl).
Mieszkańcy podjęli wyzwanie: świątynie zaprojektował znany wówczas architekt i fortyfikator Albrecht von Säbisch, pracami budowlanymi kierował Andreas Gamper z Jawora, pieniądze na budowę zbierano przez dwa lata na terenie całych Niemiec i zgodnie z zaleceniami budowy ukończono w terminie. Początkowo wnętrza były prowizoryczne, ze względu na brak czasu i problemy finansowe, dlatego szczególnie w Świdnicy widać dużo elementów barokowych, które powstały w późniejszym czasie.
Co ciekawe, tylko kościół w Głogowie spłonął, dwa pozostałe przetrwały niemal nietknięte wszystkie zawieruchy historii  i mimo chęci cesarza, by kościół w Jaworze (fot. 1,2) istniał jak najkrócej, możemy go podziwiać w niemal autentycznej formie. Świątynia jest olbrzymią,  trójnawową bazyliką, o nieco ciężkie bryle. Została wykonana techniką szkieletową, tzn. ażurową konstrukcję z bali drewnianych wypełniano gliną zmieszaną ze słomą. Jedyny element ceglany to wieża, dodana na początku XVIII w.

Wnętrze mogące pomieścić ok. 6000 wiernych do dziś zachowało niezwykły charakter XVII-wiecznego śląskiego kościoła luterańskiego. W centralnym punkcie umieszczono ambonę, której znaczenie w świątyni luterańskiej było na równi z ołtarzem. Ambonę wykonał warsztat Matthiasa Schneidera w 1671 r., a ołtarz rok później Matthias Knothe. Dzieła te prezentują dość wczesne (jak na Śląsk) barokowe formy. Najpiękniejsze w jaworskim kościele są empory (balkony) na czterech piętrach, na których zobrazowano 43 sceny ze Starego i Nowego Testamentu (za: www.dziedzictwo.polska.pl).
Kościół świdnicki (fot.3) może pomieścić ok. 7500 wiernych, ma 44 m długości, 30,5 m szerokości. Przy budowie tej świątyni wykorzystano doświadczenia z Jawora. Jest to budowla na planie krzyża o konstrukcji szkieletowej, która stoi na Placu Pokoju, przy którym mieszczą się dom wdów, cmentarz i plebania. Wewnątrz podobna do kościoła jaworskiego, ale znajdziemy tu dużo zdobień (wiele elementów pochodzi z czasów późniejszych). Na uwagę zasługują organy oraz  loża dla Hochbergów - właścicieli zamku Książ, którzy dostarczyli większość drewna na budowę kościoła.
Te dwa kościoły - unikatowe na skalę Europy perełki architektury – zbudowane wbrew zasadom budowlanym a wciąż istniejące,  z tak bogatym i oryginalnym wyposażeniem zdecydowanie należy zwiedzić. 
Centrum Świdnicy również mile zaskakuje: bardzo ładna starówka, ratusz z XIV w., zadbane kamieniczki, kolumna świętej Trójcy z końca XVII w., sporo lokali w centrum i górująca nad miastem 103-metrowa wieża gotyckiego kościoła z XIV w.  (Katedra Świdnicka), będąca najwyższą wieżą kościelną na Dolnym Śląsku. Wnętrze katedry również może zachwyca bogactwem wystroju, szczególnie zwraca uwagę imponujących rozmiarów barokowy ołtarz  oraz gotycki ołtarz Zaśnięcia NMP, wzorowany na ołtarzu Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie (za: www.swidnica.pl).
Każdy, kto zawita do Świdnicy  stwierdzi, że to miasto może się podobać.

Czeski Windsor – Hluboka nad Vltavou





Kto wybiera się do Austrii czy dalej na południe Europy powinien rozważyć ewentualność krótkiej wycieczki do małej miejscowości Hluboka nad Vltavou w Czechach, niedaleko Czeskiego Krumlova (istnieje też możliwość przedłużenia pobytu – tuż przy zamku zbudowano luksusowy hotel Štekl). Corocznie przyjeżdża tu wielu turystów, żeby obejrzeć największą atrakcję turystyczną Hlubokiej – jeden z najpiękniejszych zamków Czech, piękny, neogotycki, położony na wzniesieniu, otoczony pięknym ogrodem obiekt. Zamek powstał już w XIII w., ale jego dzisiejszy wygląd jest efektem przebudowy z 1840-1871 zleconej przez przedstawicieli rodu Schwartzenbergów, słynnej magnackiej rodziny w Czechach, którzy zamkiem władali od 1661 r. Przebudowując zamek wzorowano się na gotyku angielskim i słynnym zamku windsorskim. W zamku można zwiedzić ok. 140 komnat, bogatą kolekcję rzeźb, na dziedzińcach – liczne poroża jeleni, nawiązujące do tradycji myśliwskich rodu.  Ściany i sufity komnat pokryto lub udekorowano płaskorzeźbami ze szlachetnych gatunków drewna. Najcenniejsze meble znajdują się w salonie śniadaniowym. Ściany sypialni i przebieralni księżnej Eleonory, tzw. gabinet Hamiltona  i w biblioteki zdobią obrazy mistrzów europejskich z XVI i XVII w., piękne żyrandole, witraże i porcelana z Delft (za: www.wikipedia.de).
Obok zamku, w zabudowaniach byłej stajni, znajduje się obecnie galeria malarstwa południowo-czeskiego, w której obok obrazów słynnego czeskiego malarza Mikolaša Aleša znajdują się obrazy ołtarzowe Mistrza z Trzeboni oraz Madonny z Czeskich Budziejowic. Ogromne wrażenie robi na odwiedzających przepiękny, bardzo zadbany ogród z niezliczonymi kwiatami, rzeźbami. Mieszkańcy Hlubokiej są przygotowani na przyjęcie dużej liczby turystów – w miejscowości znajduje się sporo restauracji, sklepików z pamiątkami, dobrze oznakowane drogi i parkingi. 

niedziela, 9 października 2011

W polsko-czeskim mieście - Cieszyn






Przez długie lata Cieszyn, 35-tysięczne miasto -  kojarzył się większości Polakom przede wszystkim jako największe przejście graniczne w  południowej Polsce. A tymczasem ma on bardzo długą i bogatą historie jako ośrodek leżący przy szlaku handlowym i migracyjnym, miejsce stykania się różnych kultur i religii (po dziś dzień funkcjonuje tu wiele kościołów, nie tylko katolickich, ale i protestanckich, właśnie w Cieszynie obejrzymy największy kościół protestancki w Polsce z 1709 r.  – Kościół Jezusowy). Ponieważ w czasie II wojny światowej miasto zbytnio nie ucierpiało, możemy dzisiaj podziwiać tam wiele zabytków, oryginalną historyczną zabudowę miasta z wieloma urokliwymi zaułkami. Również położenie – u stóp Beskidów – podnosi znacząco atrakcyjność miasta.
Miasto zostało wg legendy założone w 810 r. przez trzech synów polskiego księcia Leszka III: Cieszka, Leszka i Bolka. Na tym miejscu stoi w dzisiejszym Cieszynie słynna Studnia Trzech Braci (fot. 4). Początkowo Cieszyn był jednym z ważniejszych grodów Księstwa Opolsko-Raciborskiego, potem stolicą Księstwa Cieszyńskiego, od XVII w., po wygaśnięciu rodu Piastów Cieszyńskich, pod panowaniem Habsburgów, kiedy to miasto odnotowało stopniowy ale znaczący rozkwit gospodarczy i kulturalny. Po upadku cesarstwa i zakończeniu I wojny światowej w  1920 r. doszło do podziału miasta między Polskę i Czechy, w latach 1939-1945 obie części połączono, ale wraz z zakończeniem II wojny światowej ponownie przywrócono podział wzdłuż rzeki Olzy.
Cieszyn może się pochwalić wieloma atrakcjami turystycznymi. Do najciekawszych należy Wzgórze Zamkowe, na którym znajduje się m.in. romańska Rotunda (XI w.) – jedna z najstarszych świątyń chrześcijańskich w Polsce i jednocześnie najcenniejszy zabytek Śląska (jej wizerunek znajduje się na banknocie 20 zł i okolicznościowej monecie o nominale 2 zł), Wieża Piastowska (XIV w.) – wspaniały punkt widokowy na miasto i okolice, Wieża Ostatecznej Obrony (XIII w.) – pozostałość systemu obronnego zamku górnego, klasycystyczny Pałacyk Myśliwski Habsburgów z 1838-1840 (fot. 3), w którym obecnie mieści się Zamek Cieszyn - Ośrodek badań nad kulturą materialną i wzornictwem oraz Państwowa Szkoła Muzyczna (za: www.cieszyn.pl).  Bardzo urokliwy jest też rynek (fot.) z zabudową z końca XV w. Na środku stoi studnia św. Floriana z 1777 r. będąca pozostałością dawnego miejskiego systemu wodociągowego. Obecny gmach wielokrotnie przebudowywanego ratusza  pochodzi z lat 40-ych XIX w. Ciekawymi obiektami położonymi na rynku lub w pobliżu są: secesyjny gmachy poczty, Dom Narodowy (fot. 1), Muzeum Śląska Cieszyńskiego z 1802 r. – jedno z najstarszych muzeów w Europie, hotel „Pod Brunatnym Jeleniem” w którym ponoć zatrzymywał się cesarz Austro-Węgier, car Rosji Aleksander, Józef Poniatowski i in. (obecnie, zdaje się, budynek wynajął jeden z dużych banków) (fot.2), stary cmentarz ewangelicko-augsburgski i komunalny, „stary” i „nowy” cmentarz żydowski, położona tuż przy Olzie Cieszyńska Wenecja (fot. 5) – warto tam zajrzeć na koniec zwiedzania i zatrzymać się na chwilę, może wypić kufel piwa „Brackie”, warzonego w  miejscowym browarze (ale już w małych ilościach), który należy do Browarów Żywieckich, a ma około 20 lat dłuższą tradycję od Żywca. Dla zainteresowanych polecam wyprawę na drugą stronę mostu – kiedyś granicznego – do Czech, można tam smacznie zjeść w jednej z licznych restauracji (hospoda) i napić się piwa. Jednym z nielicznych godnych obejrzenia zabytków po czeskiej stronie jest ratusz zbudowany w okresie międzywojennym. Przy podziale miasta pomiędzy Polskę i Czechy kierowano się tylko i wyłącznie uwarunkowaniami geograficznymi, w rezultacie czego po czeskiej stronie znalazły się dzielnice przemysłowe i dworzec, a po polskiej – historyczne centrum miasta z jego pięknymi zabytkami. Cieszyn jest pięknym miastem o każdej porze roku, wiosną popularny jest szlak magnolii jako teren spacerowy, jesienią bardzo urokliwie przebarwia się zieleń na Górze Zamkowej i w Cieszyńskiej Wenecji tworząc romantyczne obrazy. Miasto przygotowało również wiele szlaków tematycznych zarówno dla turystów pieszych, jak i rowerzystów (www.cieszyn.pl). Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś interesującego dla siebie.  

piątek, 7 października 2011

Na polowanie z Augustem II Mocnym? - Moritzburg





Moritzburg – tu znajduje się jeden z licznych w Niemczech pałaców wodnych i kolejny wspaniały obiekt w okolicy Drezna. Swoją nazwę zawdzięcza księciu Maurycemu (Moritz), który kazał wybudować dla siebie w 1542 r. rezydencję myśliwską. Historia budowli, a w szczególności okres jej największego rozkwitu, jest też ściśle związana z osobą elektora Saksonii, króla Polski Augusta II Mocnego, który w latach 1723-1733 kazał rozbudować w stylu barokowym istniejący pałac i przystosować go do celów wypoczynkowych. Przebudowę  przeprowadzono w oparciu o projekt Matthäusa Daniela Pöppelmanna  - twórcy drezdeńskiego Zwingera (www.sachsen-tourismus.de). Przy okazji rozbudowy założono również park w stylu barokowym, gdzie  na końcu jednej z głównych osi, przy kanale prowadzącym do głównego zamku znajduje się kolejny ciekawy obiekt – bażanciarnia (1800), obok widzimy miniaturowy port z latarnią morską i małym molo (przy dolnym stawie Bärnsdorf).
Pałac służył do 1933 r. jako letnia rezydencja, tu przyjeżdżała saksońska arystokracja na polowania i biesiady. Z tego też powodu wiele elementów zdobniczych  wnętrz poświęconych jest dworskiej sztuce polowania. Okaz poroża jelenia szlachetnego uważany jest za największy na świecie, a w jednej w sal wyeksponowano kolekcję 39 patologicznie zniekształconych poroży. Legendarny „moritzburski pokój z piór” otrzymał w 2004 r. Nagrodę  Europejską Zachowania dziedzictwa Kulturowego. Około dwóch milionów kolorowych piór tworzy oryginalną kompozycję z paradnym łożem polskiego króla Augusta Mocnego Sasa (www.schloss-moritzburg.de). W części mieszkalnej obejrzymy również piękne meble i zastawę wykonaną w Augsburgu (na wzór mebli Ludwika XVI), cenny zbiór porcelany chińskiej, japońskiej i miśnieńskiej, kolekcję broni myśliwskiej, pozłacane tapety skórzane z XVII w. i malowidła Luisa de Sylvestre, w podjeździe wystawiono pojazdy konne z XVIII i XIX  w. Zamek słynie też z wielu rzeźb i stiukowych dekoracji z piaskowca (za: www.wikipedia.de).  W latach 1933-1945 pałac zamieszkiwał książę Ernst Heinrich von Sachsen, po zakończeniu wojny i wywłaszczeniu w 1945 r. jego rodzina spakowała część cennych przedmiotów w skrzynie i zakopała na terenie parku. Zdecydowaną większość tych skarbów wykopali żołnierze Armii Radzieckiej a te nieliczne, które pozostały, zostały znalezione dopiero w 1996 r. przez grupę archeologów-amatorów. Od 1949 r. uruchomiono tu muzeum. Dzięki swojej malowniczej bryle i bajkowemu położeniu pałac jest często miejscem kręcenia filmów (np. czeska bajka „Trzy orzeszki dla kopciuszka”). Namawiam wszystkich do odwiedzenia tego miejsca, a szczególnie tych, którzy decydują się na zwiedzanie Drezna (stąd to już tylko 20 min jazdy samochodem), naprawdę warto!

środa, 5 października 2011

Twierdza nie do zdobycia – Königstein




Odwiedzając Szwajcarię Saksońską należy koniecznie zwiedzić jedną z najbardziej cennych pod względem architektonicznym i historycznym twierdz górskich Europy w Königstein. Najstarsza wzmianka o istnieniu zamku na górze Königstein pochodzi z 1233 r., w latach 1516-1524. zamek funkcjonował jako klasztor celestynów, potem zajmowany przez wojska, od 1589 r. rozpoczynają się prace mające na celu rozbudowę twierdzy. W 1591 r. przybywa tam pierwszy więzień i do 1922 r. miejsce to miało renomę najbardziej znienawidzonego więzienia w Saksonii (przymusowo „gościli” tu m.in. współtwórca porcelany miśnieńskiej Böttger,  rosyjski rewolucjonista Bakunin). Twierdza była na przestrzeni dziejów odwiedzana przez monarchów różnych państw, od cesarza Friedricha Wilhelma I i jego syna, po cara Rosji Piotra I (dwukrotnie) i Napoleona. W 1870 r. twierdzę po raz pierwszy użyto jako obóz jeniecki, w czasie I i II wojny światowej  również pełniła tę funkcję (podczas ostatniej wojny był tam oflag początkowo dla polskich oficerów, a później dla francuskich). Twierdza jest – ze względu na swoje usytuowanie - niemożliwa do zdobycia, jak również niemożliwa była ucieczka z niej. W całej swojej historii tylko raz – w 1848 r. – udało się tego dokonać czeladnikowi kominiarza Sebastianowi Abratzky (za: www.festung-koenigstein.de) J.
Twierdza rozpościera się na płaskowyżu i zajmuje powierzchnię ok. 9,5 ha. Jest to  właściwie małe miasteczko z 30 budynkami wzniesionymi w różnych architektonicznie stylach. W jednym z nich jest najgłębsza w Saksonii studnia z 1563 r. z przemyślnym urządzeniem do wydobywania wody z głębokości 152,5 m, obok wybudowano całe zaplecze dla stacjonującego tam wojska (dziś w jednym z budynków znajduje się informacja turystyczna, restauracja, gdzie można spróbować placka wypiekanego wg oryginalnej receptury z XVIII w.). Tuż obok znajduje się mennica i skarbiec, a dalej stajnie, gdzie czuć jeszcze zapach koni. Po drugiej stronie mieści się kościółek garnizonowy (jeszcze restaurowany).  W budynku koszar znajduje się w tej chwili muzeum broni używanej przez armię niemiecką w latach 1806-1945. Wzdłuż murów zewnętrznych ustawiony jest rząd armat jakby gotowych do strzału. Dalej można zwiedzić lochy, w których trzymano więźniów. Powyżej lochów usytuowano kwatery dowódców (w salonie komendanta jest np. stół ze schowkiem-wyciągiem pośrodku – tą drogą dostarczano z kuchni niektóre potrawy). Pięknie wygląda odrestaurowany  i pomalowany na żółto jedyny cywilny obiekt w twierdzy – domek schadzek (fot. 2). Jego położenie wprost na murach obronnych  gwarantowało odwiedzającym wspaniałe widoki na zakole Łaby i na mikroskopijnie wyglądające z tej wysokości miasteczko Königstein. Całe założenie otaczają grube mury zintegrowane ze skałą, na której jest zbudowane.
Na zwiedzanie trzeba sobie zarezerwować co najmniej 2-3 godz. (można więcej) i właściwie każda grupa wiekowa znajdzie tam dla siebie coś interesującego. Sama bryła twierdzy i jej położenie zatyka dech w piersiach z wrażenia. I nie należy obawiać się trudności z pokonaniem drogi do twierdzy, można tam dojść z obowiązkowego parkingu piechotą (20 min) lub skorzystać ze specjalnego „pociągu” turystycznego (2,5 euro). Pociąg podwozi do windy panoramicznej, którą wjeżdżamy na górę, co jest niewątpliwie  dodatkową atrakcją, gdyż można podziwiać panoramę okolicy.

wtorek, 4 października 2011

W stolicy porcelany - Miśnia (Meißen)





Położona ok. 20 km na północny zachód od Drezna Miśnia – miasto z 26 tys. mieszkańców i  bardzo długą, bogatą historią, często nazywana jest „kolebką Saksonii”. Miejscowość powstała w 926 r. i od początków odnotowywała ciągły rozwój, zahamowany jedynie przez wojnę trzydziestoletnią i wojny w XVIII i XIX w. W czasie II wojny światowej miasta nie zniszczono, dzięki czemu dzisiaj turyści mogą podziwiać oryginalne budowle w stylu gotyckim i późnogotyckim, kamienice renesansowe, ratusz, wiele kościołów wzniesionych na przestrzeni wieków. Sławę temu  malowniczo położonemu i pięknemu miastu zagwarantowała na całym niemalże świecie porcelana  z dwoma błękitnymi, skrzyżowanymi mieczami (znak firmowy, kilkakrotnie modyfikowany na przestrzeni lat), produkowana w tutejszej państwowej manufakturze (w 2010 r. obchodzono 300-lecie jej istnienia). Ale miasto ma o wiele więcej do zaoferowania turystom. Ma np. bogate tradycje w produkcji wina – jest najbardziej na północ położonym rejonem winnic w Niemczech, na środku saksońskiego szlaku wina (Sächsische Weinstraße) (www.meissen.stadtlog.com). Ta winiarska tradycja jest obecnie bardzo rozwijana – w Miśni funkcjonuje wiele sklepów, winiarń serwujących miejscowe wina, corocznie organizowane jest święto winobrania.  Również  architektonicznie miasto jest atrakcyjnym celem turystycznym: nad miastem góruje zamek biskupi Albrechtsburg z XV w. i położona tuż obok katedra ewangelicka św. Jana i Donata (Dom zu Meißen) z charakterystycznymi, nierównymi wieżami, którą zaczęto budować w 1250 r., a wieże zachodnie skończono dopiero na początku XX w.  Na zainteresowanych historią miasta czeka muzeum miejskie (Stadtmuseum), mieszczące się w czterech kamienicach miśnieńskiej starówki, tj. w Domu Neogotyckim, Krużgankach i kościele pofranciszkańskim (www.touristinfo.meissen.de).  Stare miasto jest pięknie odnowione, większość budynków pokryta czerwoną dachówką (dlatego nazywane jest też miastem czerwonych dachów), pełno tam  małych przytulnych lokalików, winiarń i oczywiście sklepików z antykami, w których dominuje porcelana miśnieńska. Będąc w tym mieście nie można nie zwiedzić Państwowej Manufaktury Porcelany Staatliche  Porzellan-Manufaktur Meissen GmbH). Jest to wydatek rzędu 10 euro ale zapewniam, że warto. Za kasami znajduje się sklep z porcelanowymi cudeńkami (mimo, że jest to outlet, ceny przyprawiają o lekki zawrót głowy, dla przykładu filiżanka kosztuje tam średnio 200 euro, za przeróżne figurki również trzeba zapłacić co najmniej trzycyfrową kwotę). Następnie przechodzi się do sali, w której wyświetlany jest film o historii powstania manufaktury ( w przypadku grup wielonarodowych nie ma żadnych problemów ze zrozumieniem treści, przy wejściu należy tylko poprosić o słuchawkę z wybranym językiem). W kolejnych salach, demonstrowany jest cały cykl produkcji  porcelany, od pomieszczenia z kołem garncarskim gdzie modeler wyrabia na oczach widzów jakiś przedmiot, poprzez pomieszczenie, w którym usuwa się  niedoskonałości odlewów  i dodaje kolejne elementy dekoracji i kolejne, gdzie nanosi się roztworem tlenku kobaltu słynny wzór cebulowy (Zwiebelmuster, przed wypaleniem zielony) aż do pomieszczenia, gdzie maluje się porcelanę. Wszystkie wyroby są ręcznie malowane (dlatego 2/3 załogi to rękodzielnicy, w większości absolwenci przyzakładowej szkoły średniej), a proces produkcji jednego trwa około miesiąca.
Z pomieszczeń manufaktury przechodzi się do muzeum, gdzie na pierwszym piętrze umieszczono  porcelanę wytworzoną na zamówienie władców różnych narodów, m.in. rosyjską, polską, francuską, chińską, wspaniałe zastawy, rzeźby, piece kaflowe i in.. Wszystko bardzo piękne, finezyjnie,  misternie zdobione i nieprzyzwoicie cenne. A powstanie   miśnieńskiej porcelany  jest właściwie dziełem przypadku: król August II Mocny nakazał produkcję złota, jednak uczeni przy okazji przeprowadzili eksperymenty w poszukiwaniu metod produkcji porcelany (dotąd sprowadzanej z Chin) i odkryli „białe złoto”, które tak rozsławiło Miśnię.  

sobota, 1 października 2011

Szwajcaria? – Tak, Saksońska. Skalne cuda natury






Jakiś czas temu przedstawiałam Skalne Miasta w Czechach, malownicze formacje skalne o różnych kształtach, wyrastające pośród drzew. Nie jest to jedyne takie miejsce w naszym sąsiedztwie. Podobnymi atrakcjami mogą się też pochwalić Niemcy i – ponownie – Czesi. Mowa o Szwajcarii Saksońskiej, obszarze blisko 750 ha, rozciągającym się od niemieckiego miasta Pirna aż po czeski Deczin (ta część nazywana jest Czeską Szwajcarią). Dziś to Park Narodowy  o pow. blisko 100 km². Autorami nazwy tej krainy są dwaj szwajcarscy artyści-malarze: Adrian Zingg i Anton Graff, którzy bywali tu w XVIII w.; w XIX w. nazwa przyjęła się w szerszych kręgach. Nie byli oni jedynymi malarzami, których urzekło piękno okolicy: w latach 1770-1830 powstało ok. 1000 dzieł inspirowanych tymi widokami (obecnie wykorzystuje się najsłynniejszy obraz  C.D. Friedricha do promocji turystycznej tego regionu), a znana 122-km trasa turystyczna prowadząca przez ten region nosi nazwę Malerweg (droga malarzy).
Z powodu surowych i naturalnych form skalnych Szwajcaria Saksońska ma jedyny w swoim rodzaju charakter. Skały nie są może wysokie, ale ich poszarpanie i załamanie tworzy specyficzny krajobraz. Po niemieckiej stronie najwyższym punktem jest szczyt Große Zschirnstein (560 mnpm) i Große Winterberg (552 mnpm). Średnio skały na obu brzegach Łaby osiągają wysokości od 250 do 350 metrów nad poziomem Łaby. Na terenie Saksońskiej Szwajcarii znaleźć można kilka zamków, które służyły nie tylko jako twierdze, lecz również jako ochrona dróg handlowych. Do dziś zachowały się twierdze Königstein i Hohnstein. Inne zamki są mniej lub bardziej zniszczone (www.sachsen-tour.de).
Najbardziej reprezentacyjne i efektowne miejsce niemieckiej części to Bastei (baszty – fot.2) koło Rathen – prawie 200-metrowe skały, wyłaniające się znad brzegu Łaby. Sama rzeka tworzy w tym miejscu zakole, dodając tym uroku panoramie okolicy. W połowie XIX w. skały połączono mostkami, dobudowano balkony widokowe, dzięki którym można podziwiać piękne formacje skalne  będąc często na wysokości ich wierzchołków (Te „drogi powietrzne” mogą wywołać w pierwszej chwili dreszczyk ale zapewniam, że są bardzo bezpieczne). Chętni mogą też zwiedzić ruiny zamku średniowiecznego. Schodząc 700 schodkami z  Bastei dotrzemy do Schwendenlöcher (Dziury szwedzkie  - w czasie wojny trzydziestoletniej ukrywali się tam mieszkańcy okolicznych miejscowości przed Szwedami). W Rathen znajduje się też ciekawa formacja o nazwie Felsenbühne (teatr skalny). W okolicy znajduje się też jeziorko Amselsee, otoczone skałkami i drzewami, po którym można pojeździć łódką  podziwiając przy okazji widoki niedostępne turystom pieszym. Jadąc dalej na południe warto zatrzymać się w miejscowości Hohnstein (fot.6), gdzie na sporym wzniesieniu znajduje się piękny zamek z XII w., z którego można podziwiać panoramę okolicy. W 1924 r.  powstało tu największe i najpiękniejsze schronisko młodzieżowe, po 1933 r. zmieniło przeznaczenie ale dzisiaj ponownie pełni funkcję – tym razem hotelu. Kilkanaście kilometrów dalej leży Stolpen  (fot.5)– bardzo malownicze miasteczko z zadbanym rynkiem, wąskimi uliczkami i ruinami średniowiecznego zamku, zbudowanego na zastygłym wulkanie na szczycie bazaltowych skał, których wiek określa się na 30 mln lat.  Zwiedzających przyciąga tu historia pięknej i ambitnej Anny Konstancji von Brockdorf hrabiny Cosel, kochanki Augusta II Mocnego. Władca uwiódł żonę swojego ministra, doprowadził do jej rozwodu z mężem i uczynił z niej metresę mającą wielkie wpływy na dworze. Po dziesięciu latach, gdy w jego życiu pojawiła się nowa miłość, uwięził hrabinę w zamku w Stolpen (daleko od dworu w Dreźnie), gdzie mieszkała 49 lat i tam została pochowana (www.podroze.gazeta.pl).  Kilkanaście kilometrów dalej położony jest tuż przy granicy z Czechami główny kurort w tej okolicy – Bad Schandau. W tym mieście kursuje jedyny tramwaj na świecie, który wozi turystów po Parku Narodowym i który ma pozwolenie na wjazd do niego. Amatorzy turystyki rowerowej powinni zakodować sobie nazwę tej miejscowości, bowiem tu znajduje się wiele bardzo malowniczych  tras rowerowych. Po czeskiej stronie położona jest w dolinie rzeki miejscowość Hřensko. Można tam zarezerwować kwatery prywatne (ceny są korzystniejsze dla nas niż w Niemczech, dużo lokali gastronomicznych, pensjonatów itp.) i udać się do sztandarowego miejsca Czeskiej Szwajcarii – Bramy Pravčickiej (fot.1).  Czeska Szwajcaria jest równie piękna, jak niemiecka, chociaż ma nieco inny charakter. Nie jest też tak przygotowana dla masowych turystów jak część niemiecka. Chcąc zobaczyć słynną Bramę musimy pokonać 2,5 godzinną trasę szlakiem, momentami dość wyczerpującą, ale widoki na górze rekompensują cały trud.
Szwajcaria Saksońska jest bardzo atrakcyjnym regionem turystycznym, mającym turystom do zaoferowania nie tylko piękne krajobrazy, każdy może tu znaleźć coś dla siebie: wiele zamków, park wodny w Bad Schandau, muzeum miniatur w  Wehlen, muzeum Karola Maya (Radebul), twierdza Königstein czy wreszcie Miśnia (o nich w następnych tekstach). Można tu spędzić interesująco nie tylko 1-2 dni, ale i dłuższy urlop. Można też przy okazji zwiedzić położoną niedaleko twierdzę Königstein (szerzej: http://www.podrozebliskieidalekie.blogspot.com/2011/10/twierdza-nie-do-zdobycia-konigstein.html), a wielbiciele porcelany z pewnością znajdą coś dla siebie w położonej  również niedaleko Miśni (więcej zob. http://www.podrozebliskieidalekie.blogspot.com/2011/10/w-stolicy-porcelany-misnia-meien.html).